Anielska uczta / The Better Angels (2014) #AmericanFilmFestival



Czarno-białe kadry, które często wypełniają obraz dzieła filmowego są magiczne i urzekające w swej prostocie i delikatności. Współcześni twórcy chętnie wracają do odcieni szarości, by zobrazować ważną dla siebie historię. Tak również stało się w przypadku debiutu reżyserskiego A.J. Edwardsa. Protegowany artysty wyjątkowego – Terrence’a Malicka, z którym współpracował wcześniej jako montażysta, a także drugi reżyser (przy takich produkcjach jak The Tree of Life, To the Wonder i nadchodzący Knight of Cups), teraz musi zmierzyć się z cieniem swojego mentora. Już w pierwszych minutach filmu wiemy, że będziemy obcować z liryczną narracją, wszechobecną duchowością i poetycką melancholią, do której przyzwyczaił nas Malick. Edwards zręcznie korzysta z jego warsztatu, uzupełniając go swoją wrażliwością, perspektywą spojrzenia na historię i wizualną surowością. The Better Angels to oszałamiająco piękne, żywe, czarno-białe kadry, które przenoszą nas w niezwykły świat. To głęboko poruszająca uczta wizualna, która pochłonęła mnie bez reszty.



Indiana 1817 rok. ­Z dbałością o przekaz historyczny reżyser pokazuje nam srogość ówczesnych czasów oraz trudne koleje życia pewnej biednej, prostej rodziny. Śledzimy losy bezimiennego, młodego chłopca, jesteśmy świadkami tego, co najmocniej i najtrwalej ukształtowało go i naznaczyło na przyszłe lata. I dwie kobiety, jego anioły, który doprowadziły go do nieśmiertelności. 

Narratorem The Better Angels jest ostatni z żyjących w tamtych czasach kuzyn naszego bohatera, Dennis Hanks, który mieszkał z nim przez większość czasu, aż do momentu ukończenia przez niego dwudziestu jeden lat, kiedy rozpoczął on prawniczą karierę. Wyjątkowość obrazu polega na tym, że jeżeli nie przeczytamy bądź nie zobaczymy materiałów prasowych, nie otrzymamy odpowiedzi na pytanie: kim jest ten nieprzeciętny chłopiec? Mogą nam pomóc jedynie dwie sceny – pierwsza ukazująca szczątkowe fragmenty monumentalnego Lincoln Memorial i ostatnia wspominająca pewną znaczącą datę. Kim był więc nasz bohater? Był kimś niezwykłym – kimś, kto żyjąc w ubogiej, prostej rodzinie nie tylko poprawił swój status społeczny, stając się wziętym prawnikiem, ale kimś, kto stał się jednym z najbardziej wyrazistych prezydentów w historii Stanów Zjednoczonych.



Edwards przenosi nas w krainę surowego, lecz pięknego lasu, który ożywa w czarno-białych zdjęciach. Zagłębiamy się w jego gęstą naturę; łąki, trawy, grunty rolne, które stały się domem dla niezamożnej rodzinny z Kentucky. Reżyserowi udało się znakomicie odtworzyć prawdziwe, żywe okoliczności, które ukształtowały umysł i serce naszego bohatera. Intencją jego było, aby ukazać zwykłe życie, a nie legendę o człowieku. Poszczególne sceny prezentują proste rytuały dnia codziennego z wyczuwalną jednak fascynacją. Szerokokątne, melancholijne zdjęcia hipnotyzują. Pozwalają poczuć piękno a zarazem srogość krajobrazu, duchowe połączenie z naturą, a wszystko to bez śladu ironii. Przenosimy się w świat, w którym widzimy izolację chłopca żyjącego gdzieś na pograniczu, który kochał książki i naukę, a dorastał w czasie i miejscu, gdzie praca fizyczna była ceniona bardziej niż intelekt. Czuwały nad nim jednak dwa tytułowe anioły – ukochana matka, której śmierć naznaczyła go na zawsze i macocha, która była mu równie bliska. Obie rozumiały, że jest w nim coś nieprzeciętnego, wspierały go i głęboko ukształtowały jego światopogląd. Obraz filmowy daje nam czas, aby zastanowić się nad niezwykłymi i bezprecedensowymi warunkami społeczno-politycznymi, które nie dawały szansy, aby człowiek żyjący w tak skromnych warunkach mógł osiągnąć wielkość. 


The Better Angels to eteryczny film, który ma zdolność ukazania kopalni piękna w każdej sytuacji, także tej ostatecznej – śmierci. Mogę przypuszczać, że wybrane lata, które stały się rdzeniem obrazu wyłonione zostały ze względu na ich wpływ na ukształtowanie późniejszego życia chłopca. Poznajemy zwykłego człowieka, którego intelekt i podejście do świata zaprowadziły go o wiele dalej, niż sam pewnie przypuszczał. Niewielka ilość dialogów nie oznacza braku przenikliwych ról aktorskich. Mimo nielicznych słów ich kreacje stają się bardziej intymne, nadając głęboki sens prezentowanym scenom i obrazom. The Better Angels to dzieło, wizualna perła – poetyckie obrazowanie świata kontrastowane z naturalnością i prostotą życia. Obraz może zaabsorbować nie tylko sympatyków twórczości Terrence’a Malicka – koneserzy filmowego piękna nie będą rozczarowani.


/Agnieszka Wrzos