Kontrowersyjna szczerość Caouette’a / Tarnation (2003)

jc

Jeszcze stosunkowo niedawno film dokumentalny kojarzyłam głównie z nieestetyczną poetyką filmu, odsyłając go jednocześnie do lamusa jakim jest telewizja. Oczywiście, niefachowo jest popełniać takie stwierdzenia, lecz pisząc o prawdzie warto zacząć właśnie od niej. Zarys, który uformował się w mojej głowie, na temat dokumentu, spowodowany jest głównie latami, w których przyszło mi dorastać – a jak wiadomo po roku 1989 w dziedzinie X muzy, jaką jest film dokumentalny, zaszły ogromne zmiany. Ambitność i wartościowość, która przelewała się do widza przed wymienionym rokiem, wraz z zniesieniem cenzury, przeobraziła się w popularyzację i narodziny dokumentu tzw. głośnego, nastawionego nie na wartość lecz skandal. Jak stwierdza prof. Marek Hendrykowski zaczęło być Tanio i szybko, czyli byle jak[1].

Edukacja wyprostowała moją drogę na powyższy temat i przełamała osobiste stereotypy. Jak łatwo się domyślić na grzbiecie doświadczeń mam więcej filmu fabularnego niż dokumentalnego. Zdarzają się momenty, które pokazują, iż warto zerwać na chwilę z dotychczasowymi upodobaniami i w rezultacie otworzyć się, zdziwić i powiedzieć takto było dobre! Dokument, który miałam przyjemność zobaczyć, uświadomił mi, że istnieją filmy, które porywają za serce i przede wszystkim są nasiąknięte prawdą. To był ten moment, w którym przekonałam się jednocześnie do słów Kazimierza Karabasza, iż film dokumentalny jest twórczą interpretacją rzeczywistości.

Swoją uwagę chciałabym skupić na filmie, Tarnation, który jest autobiografią reżysera Jonathana Caouette’a. To co od początku uderza w widza to świadomość, iż młody Jonathan od jedenastego roku życia dokumentuje życie swoje oraz najbliższych. Film rozpoczyna się krótkimi wstawkami przedstawiającymi matkę - Renee LeBlanc, odgrywającą pierwszorzędną rolę w życiu Caouette’a. Przygoda z emocjami zaczyna się już stosunkowo szybko, gdyż od pierwszych minut, gdzie widz zapoznaje się ze sceną, w której reżyser, w tym główny bohater, dowiaduje się o przedawkowaniu litu przez własną matkę.

Mocnym bodźcem emocjonalnym okazuje się być muzyka. Zdarza się, iż w scenach narracyjnych, przedstawiających trudne chwile w życiu rodzicielki, szczegóły terapii elektrowstrząsowej leci lekka, wręcz rozluźniająca kompozycja, przeplatająca się niejednokrotnie z fotografiami jakby wyjętymi z horroru. Połączenie szokujące i uderzające.

Dzieło autora i spotkanie z destrukcyjną rodziną jest dla niektórych niczym innym jak podstępnym zagraniem na emocjach człowieka. Jednak ten film to coś więcej. To autoterapia Caouette’a. Kluczowe stają się w tym aspekcie słowa samego reżysera: Filmowanie miało dla mnie kluczowe znaczenie, była to sprawa życia i śmierci. Zawsze było dla mnie mechanizmem obronnym, dzięki któremu mogłem uzyskać jakiś stopień kontroli nad własnym życiem. Jednocześnie filmowanie było dla mnie sposobem na obronę przed światem i oderwanie się od otaczającej mnie grozy[2].



Są chwile kiedy zauważamy oderwanie się bohatera od świata, co staje się kwintesencją produkcji, gdyż Caouette cierpi na zaburzenia depersonalizacyjne, te zaś powiązane są silnie z utratą rzeczywistości.

Tarnation jest przykładem direct cinema – filmu bezpośredniego, który rejestruje wydarzenia w czasie ich trwania, dokładnie tak jak się wydarzają, z minimalną ingerencją filmowca. Z tego powodu tego typu dokumenty są też często nazywane cinéma vérité, co po francusku znaczy kino-prawda[3].

O ile temat prawdy w kinie dokumentalnym budzi kontrowersje, czemu nie można się dziwić, Tarnation jako forma autoterapii wzbudził we mnie nadzieję, na to, iż z widzem można być s z c z e r y m. To co mnie przekonuje to fakt, iż stosując formę autoterapii Caouette chcąc rozliczyć się z własnym, dotychczasowym życiem nie mógłby się posunąć do przekazania półprawdy – to lekarstwo dla niego, nie dla widza. Jako obserwator czułam momentami, iż jestem podglądaczem, który znalazł się w niewłaściwym miejscu i czasie. Dokument jest wstrząsający, gdyż opowiada wstrząsająco, o wstrząsającym życiu. Nadużycie powyższego słowa ma jedynie potęgować jego znaczenie i moje osobiste odczucia. Ciężko jest mi wcielić się w rolę recenzenta tego filmu, gdyż chcąc opowiedzieć właśnie tę historię przybieram postawę obronną i zadaję sobie pytanie czy mam do tego prawo? Czy zdołam przekazać tę część, tę prawdę, która jest sercem całego projektu?

Wartość dokumentu potęguje również jego rozległość czasowa. Nie spotykamy się z pseudodokumentem zamkniętym w 1,5 godziny, po to by po wielkim szumie o nim zapomnieć. My, jako widzowie wychodzimy naprzeciw dziewiętnastoletniej, rzetelnie opowiedzianej historii. Jak określa prof. Hendrykowski, dokumentalista to nie tylko zawód, lecz również – a może przede wszystkim charakter[4] a tego Caouette’owi nie brakuje.

Jonathan Caouette poszukiwał swojej prawdy, dając ją jednocześnie widzowi. Jest to połączenie chyba najważniejsze, jakie może zajść między filmem a odbiorcą - posługiwanie się wspólną refleksją. Mimo, iż od wygranej filmu Tarnation na festiwalu Era Nowe Horyzonty minęło prawie dziesięć lat, dokument nie trafił na półkę filmów zapomnianych. Ma on swoich zwolenników i równie wielu przeciwników posiada w sobie tę moc, która pozwoli mu przetrwać i zapisać się na trwałe w pamięci widza.





[1] Jazdon M., Mąka-Malatyńska K., Pławuszewski P., Pogranicza dokumentu, Centrum Kultury Zamek, 2012, str. 213
[2] www.gutekfilm.pl/tarnation/pytania.php
[3] Bordwell D., Thopmson K., Film art. Sztuka filmowa. Wprowadzenie, Wydawnictwo Wojciech Marzec, 2011, str. 386
[4] Jazdon M., Mąka-Malatyńska K., Pławuszewski P., Pogranicza dokumentu, Centrum Kultury Zamek, 2012, str. 213




/ Monika Swakowska