Spektakl życia / Anna Karenina (2012)

tt (1)

Anna Karenina, powieść wybitnego rosyjskiego pisarza – Lwa Tołstoja uważana jest za jedną z najpopularniejszych w literaturze światowej, zaś tytułowa bohaterka należy do niezapomnianych postaci literackich. Dzieło ukazuje życie pełne salonowej hipokryzji, tłamszących zasad, ograniczających konwenansów oraz panoramę ludzkich postaw. Na przestrzeni lat powstały dwadzieścia trzy ekranizacje tej znakomitej książki, często z gwiazdorską obsadą (między innymi w rolę Anny wcieliły się Greta Garbo, Vivien Leigh czy Sophie Marceau). Nie zawsze jednak spełniały one oczekiwania widzów. Tym razem z epickim dziełem Tołstoja postanowił zmierzyć się angielski reżyser Joe Wright. Zaskoczył on widzów nowatorskim podejściem do literackiego pierwowzoru.

Otwierająca film scena – od momentu unoszącej się kurtyny i pojawienia się pierwszego z bohaterów wprowadza nas w konwencję kinowo-teatralnego spektaklu. Teatr dla twórcy staje się idealną metaforą farsy odgrywanej w życiu codziennym ówczesnego społeczeństwa, ale przede wszystkim historii samej Anny. Akcja umiejscowiona została w jednym miejscu i dzięki zjawiskowym dekoracjom w jednej chwili przemieszczamy się z arystokratycznego salonu na stację kolejową, a  przy otwarciu drzwi znajdujemy się na zatłoczonym lodowisku. Także większość ujęć plenerowych okazuje się specjalnie przygotowaną scenografią. Przed naszymi oczami „maluje” się sztuczność tamtejszych elit i zasad, których bohaterowie byli więźniami – musieli sprostać wewnętrznym konfliktom, opierać się swoim pragnieniom. Życie Anny, chcącej podążać za głosem serca i cieszyć się całkowitą swobodą, musiało zatem skończyć się tragicznie.
tt

Oglądając tę ekranizację, nie jesteśmy tylko biernymi widzami –  czujemy, jakbyśmy trafili za teatralne kulisy i podglądamy naszych bohaterów nie tylko w chwilach, kiedy odgrywają swe role przeznaczone dla świata. Doskonale odnajdują się oni wśród teatralnej scenografii, co szczególnie widać w przypadku Anny, która nieustannie porusza się wśród sztucznych dekoracji, nawet w scenach plenerowych dostrzegamy pewną nienaturalność i przerysowanie. Jesteśmy świadkami jej wyobcowania, samotności i życia w ciągłym fałszu. Mimo, iż bliżej jej do anty-bohaterki, to zarówno Tołstoj jak i Wright ukazują Kareninę jako kobietę pełną sprzeczności, która nie jest tylko uosobieniem moralnego zepsucia. W wyniku miłosnego uniesienia oddzielona od ukochanego syna, odrzucona przez otoczenie zaczyna popadać w zwątpienie, a liczne obawy doprowadzają ją ostatecznie do zguby. Jedną z ważniejszych postaci w książce jest również Konstanty Lewin, w filmie jednak jego wątek jest gdzieś z boku; według reżysera stanowić miał chyba tylko dopełnienie historii. Mimo to jawi się on jako jedyna autentyczna postać, która porusza się głównie w naturalnych sceneriach, bez sztuczności i poza teatralnymi dekoracjami.
W adaptacji tej  reżyser starał się ukazać poszukiwanie własnej tożsamości mimo ról, jakie przychodzi nam grać w prawdziwym życiu. Postacie natomiast zarysował w taki sposób, że żadna z nich do końca nie wzbudza negatywnych emocji. Raczej całą swą krytykę wymierzył w obyczaje i konwenanse panujące wśród społeczeństwa tamtego okresu. Bo przecież to one spowodowały tragedię kobiety, która chciała żyć według własnych zasad i w zgodzie z własnym sumieniem.
annakarenina-elbowsex

W postać głównej bohaterki tym razem wcieliła się angielska aktorka Keira Knightley, która z Joe Wrightem spotkała się na planie już po raz trzeci. Ukazuje ona znakomicie emocje kobiety, która odrzuca wszystko w imię miłości, przeżywa dramat, który kończy się dla niej tragicznie. Dostrzegamy jej wewnętrzne rozdarcie i walkę z własnymi demonami, które Keira potrafi przekazać drobnymi gestami, mimiką twarzy, a w szczególności oczami, w których dostrzegamy smutek i samotność. Nietrudno nie zauważyć tego w  scenie hipnotyzującego tańca Anny z hrabią Wrońskim. Zakochana kobieta najpierw zatraca się w wirze namiętności, aby nieoczekiwanie zostać z tego stanu wyrwaną i patrząc ze zmieszaniem w lustro, dostrzec zwiastun swojego nieuchronnego losu.

W role dwóch mężczyzn jej życia wcielił się Jude Law jako Aleksiej Aleksandrowicz Karenin i Aaron Taylor-Johnson jako Aleksiej Wroński. Ten pierwszy, dzięki znakomitej charakteryzacji, jest prawie nie do poznania. Nie ma w nim nic z przystojnego gwiazdora, łamacza kobiecych serc. Widzimy natomiast bohatera – mężczyznę rozdartego, pełnego żalu i ciągle tłumiącego swe emocje. Aktor potrafił przelać na taśmę filmową dumę i nieludzkie wręcz opanowanie. Poważny, spokojny ton głosu przypomniana raczej publiczne wystąpienie niż zwykłą rozmowę. Jego beznamiętność i pozorny brak uczuć biły z każdej sceny, w której się pojawił i w kolejnych zdaniach, jakie wypowiedział. Najmniej z całej tej trójki może podobać się, moim zdaniem, hrabia Wroński. Obdarza nas jedynie poprawną grą, bez większej głębi – a przecież bohater ten powinien wzbudzać emocje, elektryzować widza.
facial-hair-anna-karenina

Jedno można powiedzieć na pewno: Anna Karenina zachwyca pod względem wizualnym. Plastyczność i teatralny efekt, jaki uzyskał reżyser nadaje filmowi unikatowości,  sprawia, że obraz zapada w pamięć. Ogromną jego zaletą jest wyrazistość uzyskana dzięki nietuzinkowym dekoracjom, które mimo swojej „nienaturalności” pozawalają nam odczuć klimat carskiej Rosji. Całość dzieła wyróżnia się zdecydowanie na tle tak wielu już ekranizacji.  Nie można zapomnieć o muzyce, która stanowi jeden z ważniejszych elementów filmu – dyktuje tempo, konstruuje nastój i dopowiada to, co choreografia i taniec nie były w stanie przekazać. Jej twórcą był laureat Oscara, ceniony twórca muzyki filmowej Dario Marianelli (otrzymał Oscara w 2008 roku za muzykę w filmie Pokuta). Anna Kareninajest czwartym filmem, nad którym pracował wspólnie z Joe Wright'em i po raz kolejny duet ten nie zawiódł. Możliwe, że warstwa fabularna nie zadowoli w pełni miłośników powieści Lwa Tołstoja. Może nie podobać się znaczne zubożenie całej historii, pominięcie pewnych wątków czy umniejszenie znaczenia niektórych bohaterów. Pomijając jednak ten aspekt, spróbujmy spojrzeć na ten obraz nie z perspektywy książki, ale jak na autonomiczne dzieło. Dzięki temu, wychodząc z kina czy oglądając film w domu będziemy usatysfakcjonowani.