KINO DROGI


Ciekawym aspektem jest zjawisko kontrkultury, a co za tym idzie także kina drogi. Bunt, powszechny sprzeciw wobec zastanej rzeczywistości, całkowite wyzwolenie człowieka – to kilka cech charakterystycznych nowego nurtu kultury, zapoczątkowanego pod koniec lat sześćdziesiątych w USA. Terminu tego używa się głównie do opisania zmian, jakie zaszły w sferze życia młodych ludzi – pragnęli oni odmiany, odejścia od kultury konsumpcyjnej, przeciwni byli powszechnie uznanym prądom artystycznym, intelektualnym, oficjalnym wartościom i hierarchiom. Jedną z wielu form ekspresji i wyrażenia siebie w tamtym okresie była muzyka rockowa i bardzo popularne piosenki-protesty (protest songs). Teksty utworów w głównej mierze mówiły o aktualnych problemach i o tym, co dla słuchaczy miało wówczas znaczenie szczególne. Kino również nie przeszło obojętnie wobec zachodzących zmian. Ogromną popularnością zaczął cieszyć się nowy gatunek filmowy, jaki stanowiły tak zwane filmy drogi (road movie). Charakteryzowały się one, oprócz oczywistego motywu podróży, chęcią ucieczki od dotychczasowego życia, nabrania nowych doświadczeń, przeżycia czegoś szalonego, niecodziennego i przede wszystkim chęcią poczucia wolności nieograniczonej przez żadne społeczno-polityczne zasady i wartości. 

Określenie „film drogi” współcześnie to pojęcie bardzo szerokie. Prawie w każdym obrazie odnajdziemy motyw podróży. Elementy tej poetyki pojawiały się również już w pierwszych ruchomych obrazach i w kolejnych dekadach rozwoju kinematografii. Za przykład niech posłużą takie obrazy jak Dyliżans (1939), Podróże Sullivana (1941) czy Dziki (1953). Jednak to burzliwe lata sześćdziesiąte stały się podłożem do powstania odrębnego gatunku filmowego. Od tego momentu kino drogi, można by rzec, zaczęło podróżować w różnych kierunkach.

Zacznijmy jednak od początku. W tekście tym skupię się jedynie na kinie amerykańskim, które szczególnie ukochało sobie motyw wędrówki. Inspiracji do klasycznych podróży można upatrywać w XIX i XX- wiecznej literaturze. Przykład stanowią tacy autorzy jak Mark Twain i Walt Whitman. Bardziej bezpośredni wpływ na powstanie kina drogi można przypisać tekstom Johna Steinbecka i Jacka Kerouaca. Mit drogi jest jednym z podstawowych elementów budujących tożsamość Ameryki. Rozległe ziemie, początkowo nie ograniczone przez żadne granice i biurokracje potęgowały chęć wędrówki i dotarcia na Zachód. Z czasem, kiedy kraj stanął otworem zaczęła tworzyć się legenda szalonych wypraw. Słynna Route 66, pierwsza transkontynentalna autostrada – jedna z najważniejszych do dziś – stała się symbolem amerykańskiej wolności. Koniec lat sześćdziesiątych przyniósł wspomniane zjawisko kontrkultury, na które między innymi miała wpływ wojna w Wietnamie czy afera Watergate. Wywołało ono chęć zmian, odejścia od powszechnie uznanych wartości i hierarchii. 

Poetykę filmów można ująć w jednym słowie kluczu: prędkość. To ona jest przyczynkiem do wolności i zmian. Aby widz mógł ją poczuć i razem z bohaterem przemierzać kolejne kilometry, twórcy stosują kilka charakterystycznych zabiegów. Kamera umieszczona jest wewnątrz samochodu, co daje nam możliwość widzenia maski i co tworzy iluzję, że i my jesteśmy w środku. Ujęcia kręcone z poziomu asfaltu, z boku, z tyłu i od przodu poruszającego się wozu. Wszystko to tętni ruchem i daje nam wręcz wrażenie poruszania się na drodze. Inne cechy wizualne to dynamiczne sekwencje, które uzyskane są dzięki odpowiedniemu montażowi. Długie ujęcia, widok z bocznych i tylnych lusterek, ogromne przestrzenie. I muzyka. Nieodłączny element, który potęguje emocje widziane na ekranie. Podczas jazdy słyszmy najczęściej żywiołowe, rock’n’rollowe utwory.

Przyczynkiem do podróży w klasycznym ujęciu była chęć wolności, uwolnienia się od obowiązujących zasad, ucieczka od codziennego życia: rodziny, pracy, domu. Struktura narracyjna jest otwarta – każdy film z dużego spektrum wyboru, opowiada zupełnie różne historie. Bohaterem mógłby być każdy z nas – kino to nie szuka herosów, a zwykłych ludzi. W powierzchownym ujęciu można by wymienić dwa typy postaci: wyjętych spod prawa i poszukiwaczy. Pierwsi uciekają. Szaleńcza pogoń napędzana kolejnymi przestępstwami często kończy się tragicznie. Drudzy chcą odnaleźć siebie, nabrać nowych doświadczeń, spełnić marzenia. Zagłębiając się jednak w losy bohaterów dostrzegamy, że często te dwa światy mieszają się ze sobą. Zazwyczaj historia koncentruje się na samotnym kierowcy (Znikający punkt (1971)). Bywa często, że ma on towarzysza. Z reguły jest to męsko-damski duet jak w Bonnie i Clyde (1967), Badlands (1973) czy Brudna Mary, świrus Larry (1974) albo para kumpli, jak w Swobodny jeździec (1969). Kobiecie podróże popularność zyskały później, bo w latach dziewięćdziesiątych za sprawą chociażby obrazu Thelma i Louise (1991). Jest jeszcze inna grupa postaci – wspólnie walczących w słusznej dla siebie sprawie. Esencją takiego podejścia jest Konwój (1978). Historia rozpoczyna się od konfliktu z szeryfem, który toczy główny bohater. Z czasem przyłączają się kolejni kierowcy, tworząc prawdziwy konwój klasycznych amerykańskich ciężarówek. 



Wróćmy jednak do pierwszego wspomnianego tytułu, aby na konkretnej historii poczuć magię kontrkulturowego kina drogi. Znikający punkt w reżyserii Richarda C. Sarafiana to opowieść o byłym funkcjonariuszu policji, weteranie wojny wietnamskiej, Kowalskim. Punkt wyjścia tej historii jest prosty – przejechać z Denver do San Francisco w jedynie 15 godzin. Prowadzony przez niewidomego DJ-a Super Soula wyrusza dodge’m challangerem w niezwykłą podróż. Z pozoru banalny scenariusz ukazuje nam człowieka, który miał solidne podstawy, by się zbuntować. Zbuntować przeciwko systemowi, który sprawił, że stał się wyrzutkiem. Pragnie uciec od życia, które zgotował mu los, ale przede wszystkim od samego siebie. Jego przeszłość sprawia, że interesuje go tylko prędkość. Przekracza ją, goniąc nieosiągalne – swój osobisty znikający punkt. Kowalski, pozbawiony wszystkiego, co było mu drogie staje się swoistą metaforą wolności – wolności od poczucia straty i niezrozumienia. Po drodze łamie wiele zasad, rozpoczynając tym samym potyczkę z policją, która doprowadzi do finałowego zdarzenia. Jak możecie się domyślać, nie jest to typ człowieka, którego można pokonać – on sam decyduje o własnym losie. Widzimy tutaj wyjętego spod prawa outsidera, który dla wielu stanie się bohaterem.



Lata siedemdziesiąte przyniosły dość intensywną drogę przemian tego młodego nurtu filmowego. Od szaleńczych podróży w imię ideałów kontrkultury po filmy czysto komercyjne – zachowujące najważniejsze cechy tego gatunku, ale będące, bądź co bądź, tylko produktem (za przykład może posłużyć znany kinomanom obraz Pojedynek na szosie (1971) czy Mistrz kierownicy ucieka (1977)). Kolejne dekady na dobre zadomowiły kino drogi w kulturze popularnej, ale to twórcy niezależni dali mu możliwość ponownego wybrzmienia. Nowy etap pokazał, że wyrażanie buntu wobec systemu nie wystarcza. Filmowcy zaczęli „bawić się” podstawowymi wyznaczniki tego nurtu. Podróż nie musi być szalona i spektakularna, a przyczynkiem jej mogą stać się najbardziej powszednie powody. Coraz częściej mamy do czynienia z motywem podróży w ramach gatunków filmowych niż „czystym” kinem drogi. Lata osiemdziesiąte przyniosły między innymi takie tytuły jak komediowy musical Prawdziwe historie (1986), thriller Autostopowicz (1986) czy komedię kryminalną Zdążyć przed północą (1988). Warto wspomnieć również o komedii Zagubieni w Ameryce (1985), która pokazuje, że bycie wędrowcem niekoniecznie musi być przyjemne i dostarczać dreszczyku emocji. Natomiast oscarowy Rain Man (1988) to podróż, która pozwoli jednemu z głównych bohaterów przewartościować swoje życie. Stawiający pierwsze kroki w branży filmowej Bracia Coen stworzyli szaloną historię z podróżą w tle – Raising Arizona (1987). Bezdzietne małżeństwo porywa jedno z pięciorga nowo narodzonych dzieci i rusza w drogę. Na plecach czują oddech miejscowego szeryfa i łowcy nagród. Inny autor kina, Jim Jarmush już od swojego filmowego debiutu burzy amerykański mit drogi. W Nieustających wakacjach (1980) główny bohater Allie, wyrusza na samotną wędrówkę po Nowym Jorku, niekoniecznie szukając sensu życia. To kino drogi w obrębie miasta. Nie jest to nowość – wystarczy wspomnieć Taksówkarza (1976), Scorsese. Jednak późniejsze lata przyniosą więcej tego typu obrazów. Jednym z nowszych jest Strasznie głośno, niesamowicie blisko (2011), w którym młody chłopiec po śmierci taty szuka rozwiązania zagadki, którą ten mu pozostawił. Wracając jednak do Jarmusha. Jego drugi film Inaczej niż w raju (1984) ukazuje rozczarowanie światem i amerykańskim snem związanym z przemierzaniem przestrzeni w poszukiwaniu sukcesu bądź intensywnych wrażeń. Podróży tej daleko do kreowanej magii kina lat siedemdziesiątych.

Lata dziewięćdziesiąte to dalsze przemiany filmów drogi. Za kierownicą nie znajdziemy już tylko mężczyzn, ale także silne, niezależne kobiety jak w Thelma i Louise (1991) czy Chłopaki na bok (1995). Mocniejsze akcepty dostrzeżmy w historiach ukazujących homoseksualnych bohaterów. Gregg Araki reżyseruje The Living End (1992), a Gus Van Sant, Moje własne Idaho (1991). Pierwszy to losy dwóch zarażonych wirusem HIV mężczyzn, którzy po zamordowaniu (przez jednego z nich) oficera policji wyruszają w wielką podróż, bez jasno określonego celu. Drugi opowiada o przyjaźni dwóch męskich prostytutek, które udają się w drogę, by odnaleźć matkę jednego z nich. Dekada ta przyniosła nam również szalone, często toksyczne miłości, na tle których autostrada to nie zawsze bezpieczne miejsce – Dzikość serca (1990) czy Urodzeni mordercy (1994). I niezwykłe przyjaźnie, jak w Doskonały świat (1993), film, w którym rodzi się niezwykła więź miedzy uciekinierem z więzienia i porwanym przez niego chłopcem. Zmiany tego gatunku doskonale widać na przykładzie obrazu Prosta Historia (1999), Davida Lyncha. Zabrakło tu elementu wydawać by się mogło niezbędnego – prędkości. Na dodatek główny bohater to schorowany staruszek, który nie posiada nawet prawa jazdy. Wyrusza wiec na spotkanie z dawno niewidzianym bratem, zniszczoną kosiarką do trawy. 

XXI wiek przyniósł kolejne mniej lub bardziej ciekawe tytuły z wędrówką w tle. Autorzy kina, wspomniany wcześniej Jim Jarmush czy Alexander Payne bardzo często swoje filmowe opowieści ubierają w ramy kina drogi. Cameron Crowe w swoich dwóch najbardziej osobistych obrazach również wysłał bohaterów w podróż. William Miller (U progu sławy (2000)) jedzie w szaloną trasę koncertową z zespołem rockowym, a Drew Baylor (Elizabethtown (2005)) po wizycie w rodzinnym mieście swojego zmarłego ojca, wyrusza w nostalgiczną wyprawę, która pozwoli mu uporać się z wielką stratą. W ostatnich dziesięciu latach nie zabrakło tytułów, które wyjęte są wprost z kina kontrkulturowego. Wszystko za życie (2007) w reżyserii Seana Penna pokazuje Christophera, którego marzeniem jest dotarcie na Alaskę. Podróżuje samotnie po Ameryce – zyskuje upragnioną wolność daleką od zapłonowego życia i wartości, które pozostawił za sobą. Ekranizacji doczekała się także ponadczasowa już książka Jacka Kerouaca – W drodze (2012).


Na przestrzeni lat motyw podróży odnajdujemy w skrajnie różniej tematyce filmowej. W zdecydowanej większości klasyczny film drogi i jego wyznaczniki stają się jedynie jedną z części składających się na daną historię. Zarówno autorzy kina jak i produkcje wprost z Hollywood czerpią garściami z amerykańskiego mitu drogi. Kino gatunków, niezależne, dokumentalne – każde prezentuje własny sen bądź jawę o ludziach, który są w życiowej podróży. Wiele się zmieniło w poetyce i podejściu, ale pozostały też cechy uniwersalne, ponadczasowe. Wędrówka daje możliwość rozpoczęcia wszystkiego na nowo. W wizualnym centrum zainteresowania nadal są ogromne, otwarte krajobrazy i odległe linie horyzontu. Motele, stacje benzynowe, ujęcia znaków drogowych, autostrady. Najistotniejsze zmiany zaszły w sposobie kreowania bohaterów – od buntowniczych outsiderów po ludzi zagubionych, często nieudaczników. Woody Grant, postać z obrazu Alexandra Payne’a, Nebraska (2013) to idealny przykład człowieka, którego młodość pożegnała już bardzo dawno temu. Zdziecinniały, mający problem z alkoholem staruszek postanawia wyruszyć 900 mil do stanu Nebraska aby odebrać otrzymaną rzekomo nagrodę. Nie odnajdziemy tutaj zawrotnej prędkości, pościgów i szalonych wrażeń. Co wiec łączy Woody’ego (i inne współczesne postacie) z Kowalskim czy Wyattem i Billy’m z Easy Rider? Przede wszystkim drzemiąca w nim chęć zmian, pogoń za marzeniami, wydostanie się z marazmu codzienności czy porostu chęć uwierzenia w coś. Niezależnie od czasów, w których dane jest nam żyć, człowiek zawsze będzie dążył do wolności i spełnienia.