GŁĘBIA OBRAZU / DZIEŁO W DZIELE (FILMOWYM)

Doznanie, które pobudza w odbiorcach obraz filmowy tkwi w naszej wewnętrznej, skrytej emocjonalności. Jednak to co determinuje widza, by usiąść przed wielkim ekranem mieści się w źródle przyjemności samego patrzenia, wskutek czego X muza jest w stanie, w pełni, zaspokoić nasze pragnienie poszukiwania piękna i estetycznych doznań. Absolutność najmłodszej ze sztuk określa między innymi możliwość współistnienia jej z innymi dyscyplinami kreującymi krąg artystyczny. Widowisko filmowe jest tworem artystycznym, stojącym na pograniczu wielu sztuk, które współdziałając ze sobą, splatają się w twory całkiem osobliwe. Widowisko filmowe jest bowiem pokrewne z jednej strony utworowi literackiemu (takiej lub innej odmiany), z drugiej dziełu malarskiemu (obrazowi i to nie jednemu, lecz całemu ciągowi obrazów), a zarazem zbliża się do widowiska teatralnego[1].

Podczas projekcji nie każdy widz jest w stanie odnaleźć logiczne powiązania wspólnoty sztuk, wskutek czego film może stać się nieprzejrzysty i niezrozumiały. Odbiorca lubujący się w masowych produkcjach, przyzwyczajony do kina gatunkowego, często nie jest w stanie dostrzec reżyserskich muśnięć malarskich, literackich czy nawet filmowych, gdyż film lubi cytować wszystko, nawet siebie. W satysfakcjonującym odbiorze ważna jest wręcz edukacyjna świadomość widza, nakierowująca go na poprawne obszary interpretacji.

Film ożywił obraz, jak się okazuje w dosłownym znaczeniu tego słowa, czego przykładem jest najnowsze dzieło Gustava Deutsch’a, Shirley – wizje rzeczywistości. Jednak wątek malarstwa figurującego się w X muzie często bywa niestałym elementem, dającym się zauważyć tylko czujnemu oku kinomana, o ukierunkowanych, artystycznych, zainteresowaniach. Co ciekawe, wątki malarskie w filmach pokrywają się często z samymi zainteresowaniami reżysera. Pasja ta charakteryzuje takich reżyserów jak Greenaway, Wajda czy Majewski, którzy posiadają wykształcenie z zakresu sztuk, bądź sami są malarzami.

Sztuka malarska jest wiernym tematem o czym cały czas przekonują się reżyserzy czerpiąc z niej inspiracje; sytuując ją jednocześnie w różnych kontekstach filmoznawczych. Malarstwo występujące w filmach postanowiłam umieścić na czterech płaszczyznach. Dzieła, w których pojawia się ono, można podzielić na kilka grup, w zależności od intensywności występowania. Reżyserzy pokazują nam, iż sztukę można wykorzystać na różne sposoby, a ilość wariacji jest niezliczona.

Pierwsza płaszczyzna ociera się o symbolizm; sztuka występuje w roli symboliki. Z reguły jest trudno zauważalna, a żeby ją dostrzec trzeba być w posiadaniu czujnego oka, o którym pisałam wyżej. Grę z widzem prowadzą przede wszystkim autorzy kina i to w kinie niezależnym możemy spotkać się głównie z tym rodzajem płaszczyzny. Doskonałym przykładem jest młody, kanadyjski reżyser, Xavier Dolan, który nie boi się symboli z zakresu sztuki, robiąc to często w niekonwencjonalny sposób. W jego pierwszym filmie, Zabiłem moją matkę, Hubert (Xavier Dolan) wraz z Antoninem (François Arnaud) podczas scen erotycznych wcielają się w legendarnego przedstawiciela abstrakcjonizmu, Jacksona Pollocka, odwołując się tym samym do jego techniki malarskiej, action painting. Dolan w swoim kolejnym dziele, sprytnie zestawia bohatera z starożytną rzeźbą, mitologicznego Adonisa. Nickolas (Niels Schneider) staje się obiektem kultu, odgrywając rolę pięknego młodzieńca, ulubieńca Afrodyty – w filmie Marie (Monia Chokri).

Kadr z filmu Wyśnione miłości, reż. Xavier Dolan

Kolejną płaszczyzną jest tło: oczywiste i nieoczywiste, w której sztuka występuje w mniej lub bardziej przejrzysty sposób. Nie mogłabym nie wspomnieć o swojej perle, do której wracam bezustannie w poszukiwaniu piękna i doznać estetycznych; ta jednocześnie jest adekwatnym przykładem malarstwa w kontekście tła nieoczywistego. Amelia, reżyserii Jean-Pierre Jeuneta jest dziełem wpisującym się w ramy surrealizmu. W tej produkcji na plan pierwszy wysuwa się obraz Augusta Renoira, którego reżyserzy kochają cytować, Śniadanie wioślarzy, z roku 1880-1881. Pozostałe dzieła to obrazy niemieckiego artysty, Michaela Sowy; ściśle związane z kierunkiem w sztuce, który obrał reżyser, mianowicie z surrealizmem. Kadry przyozdobione są miedzy innymi w płótna takie jak Bear, Fowl with Pearls, Filmhound, Herbert czy Rabbit on a train, wpisujące i wtapiające się idealnie w świat tytułowej Amelii.

Kadr z filmu Amelia

Kolejnym, ciekawym aspektem są produkcje, którym sztuka służy za tło oczywiste i jest stałym elementem fabuły. Godnym filmem tego przykładu jest obraz Giuseppe Tornatore’a, Koneser. Historia zbudowana jest na sylwetce Virgila Oldmana, samotnika, który otoczony przez sztukę decyzje się na samotność w towarzystwie wielkich dzieł malarskich, przedstawiających kobiety. Sztuka jest nieodłącznym elementem życia tytułowego konesera, który pracuje w domu aukcyjnym, wskutek czego towarzyszy nam ona przez cały seans. W oceanie kobiecych sylwetek, jedną z cenniejszych okazuje się Portret młodej kobiety, z roku około 1465, którego autorem jest Petrus Christus. Zapiera nam dech w piersiach, kiedy wchodzimy razem z głównym bohaterem w sam środek jego pomieszczenia życia.

Kadr z filmu Koneser, reż. Giuseppe Tornatore

W tłumie odnajdziemy miedzy innymi La Fornarina, z roku 1518-19, Rafaela Santi’ego, czy obraz włoskiej malarki, Sofonisba Anguissola, przedstawiający jej siostrę Minervę. W swojej kolekcji główny bohater posiada również dzieło jednego z czołowych, wymienionych wcześniej, przedstawicieli impresjonistów, Renoira, Jeanne Samary in a Low Necked Dress.

Kolejną płaszczyzną jest płaszczyzna artysty obfitująca w różnego rodzaju biografie wielkich twórców, najczęściej spotykana w filmografiach właśnie opartych o malarstwo. Życie mistrzów, często barwne i wychodzące poza konwencje, staje się idealnym materiałem na film.

W tej kategorii pozwolę sobie przytoczyć dzieło Mike’a Leigh’a, Mr. Turner. Jest to obraz w całości poświęcony sylwetce angielskiego malarza, Williama Turnera, a właściwie Josepha Mallorda Williama Turnera. Artysta jest czołowym przedstawicielem impresjonizmu i symbolizmu, będący wychowankiem i z czasem profesorem Królewskiej Akademii Sztuk. Film Leigh’a nie tylko opowiada o życiu słynnego malarza, lecz w pewnym kontekście ucieka w malarskość Turnera, przywołując kadry odzwierciedlające pejzaże charakterystyczne dla twórczości tytułowego bohatera. Poza biograficznym wątkiem dzieło to skupia w sobie morze pięknych dzieł malarskich, wzbudzając w nas zachwyt i zdumienie. Fabuła skupia się przede wszystkich na doznaniach estetycznych, bo to one pozwalają nam przetrwać ponad dwugodzinny seans, niezbyt wyboistego życia angielskiego twórcy, a to niezbity dowód na to, iż film jest przeznaczony dla wysmakowanych widzów.

Kadr z filmu Mr. Turner, reż. Mike Leigh

Jest produkcja, która od pierwszego spojrzenia intryguje swoją poetyką i językiem. Nie ma nic wspólnego z powyższymi kategoriami, a jednak ma się wrażenie, iż z malarstwem ma wiele wspólnego. Dzieło Apollonide. Zza okien domu publicznego, bazuje na płaszczyźnie inspiracji, jest jakby płótnem malarskim, które pozwala nam widzieć to co chcemy, a odpowiednia wiedza zaprowadzi nas do celu. Dzieło Bertranda Bonello to uczta dla oczu. Porusza temat nietypowy, gdyż bazuje na historii prostytucji usytuowanej na przełomie wieku XIX; przy tak dopieszczonych kadrach (fabuła, równie ważna, bo poruszająca aspekty nie tyle co najsłynniejszego zawodu lecz samej istoty ludzkiej) wchodzimy w sam środek filmowego obrazu.

Reżyser dzieli się z nami kompetentnym przykładem korespondencji sztuk. Mamy w tym filmie malarstwo, literaturę, muzykę a także aspekty teatralne. Bonello przygotował swoje dzieło dla określonej grupy odbiorców. Wiernie oddając ducha epoki, dopracował każdy szczegół (scenografia, stroje) również dlatego, iż jest to film, który planował od dawna. Zafascynował się tematem prostytucji między innymi dlatego, iż była ona zawsze pokazywana oczami innych tj.: malarzy czy pisarzy.

Twórca w swoim filmie bazuje na kontrastach. Mimo, iż większość scen rozgrywa się w tytułowym domu, uczestniczymy w interakcji różnych światów, naturalnego i nieskazitelnego, a zarazem iście paryskiego i burżuazyjnego. Za zdjęcia odpowiedzialny jest Josée Deshaies, który jak się okazuje nie miał łatwego zadania. Benello dzieli swoje dzieło na dwa punkty, dzień i noc, a to potęguje odbiór formy. Na ekranie obserwujemy grę świateł, co reżyser osiągnął przy pomocy świec wysyłając tym samym odbiorcę w głąb obrazowości i doznań estetycznych, a ciemne i skromne wyposażenie wnętrz sprzyja uwypukleniu gry aktorskiej, bazującej przede wszystkim na emocjach i charakterze bohaterek.

Film to nie tylko malarskość kadrów, ale przede wszystkim gra z widzem. W pewnym momencie zaczynamy zastanawiać się, która aktorka posiada swój malarski odpowiednik. Rozmyślamy nad kadrami, nad tym, czy są one Śniadaniem na trawie Maneta czy Kąpiącymi się Auguste'a Renoira? Bonello swoimi aktorkami wygrał film. Każda z nich jest intrygująca, nie tylko pod względem interesującej roli lecz przede wszystkim w zakresie wyglądu. Moje oko przykuły dwie postaci. Pauline (Iliana Zabeth) o rubensowskich kształtach, jakby wyjęta prosto z płótna oraz Madeleine (Alice Barnole), której postać uświadamia nam w jakiej cenie jest ciało i sam człowiek. Jak deformacja ciała jest w stanie odsunąć człowieka od ideału i postawić go na równi ze zwierzęciem, co Bonello wykorzystuje i funduje nam iście teatralne kadry, w których centrum stoi człowiek i jego inność. Postać ta przywodzi na myśl upiorne dzieło Maneta, z roku 1872, Berthe Morisot with a veil.

Berthe Morisot with a veil, Manet / Kadr z filmu Apollonide. Zza okien domu publicznego, reż. Bertrand Bonello

Reżyser w swoim filmie pokazuje, że inteligentne połączenie ze sobą sztuk, i opracowanie godnego podłoża psychologicznego swoich postaci jest w stanie stworzyć dzieło uniwersalne, bazowe dla przyszłych pokoleń. Wydawać by się mogło, iż pierwszoplanową rolę odgrywa prostytucja, jednak wchodząc w głąb filmu zapominamy o dominującym motywie i odnajdujemy w nim coraz więcej kontekstów.

Piękno kinematografii polega na tym, iż X muza może wszystko, a granicą reżysera staje się wyobraźnia i niestety środki finansowe. Obrazy filmowe można komponować na podobieństwo obrazów malarskich, kierując się tymi samymi zasadami lub wręcz naśladując malarskie wzory[2] tworząc tym samym dzieło wyjątkowe.

 


[1] R. Ingarden, Kilka uwag o sztuce filmowej, w: Estetyka i film, s. 205

[2] A. Helman, A. Pitrus, Podstawy wiedzy o filmie, Gdańskie Wydawnictwo Oświatowe, Gdańsk 2008, s. 25

AU_M