Nie tylko legenda / Selma (2015)


Istnieje powód, dla którego film Avy Duvernay nazywa się Selma, a nie Martin Luther King. Podobnie jak obraz Stevena Spielberga Lincoln łączy on wiele rozmaitych płaszczyzn: manewry polityczne, walki oraz negocjacje. Buduje również portret Kinga–człowieka. Pokazuje jego działania, osobiste wątpliwości i wysiłki. Inspiruje, sugerując, że szacunek dla dr Kinga został przyznany osobie, która nie różni się od każdego z nas. Jeśli on mógł wywołać zmiany, nie mamy wymówki – my także możemy. Dzieło to mogłoby istnieć wyłącznie jako amerykańska lekcja historii, która ma na celu wgląd do ciemniejszych kart przeszłości. Selma to jednak coś więcej. Przedstawia ewolucję zmian, rzuca światło na dawne wydarzenia, ale przede wszystkim odzwierciedla ówczesne społeczeństwo i jego postawy moralne, etyczne i światopoglądowe. Wiele z nich nie jest nam obce do dziś. Aktualność skryptu to przypomnienie, że Ci, którzy nie znajdą historii, skazani są na jej powtarzanie. Dzieło to, to nie tylko okno na przeszłość, ale także upomnienie na przyszłość. Skupia się na znaczącym momencie w walce o prawa obywatelskie, zapewniając wgląd w życie Martina Luthera Kinga.

Jest rok 1965 na południu Stanów Zjednoczonych. Czarni obywatele mają tylko teoretycznie prawo do głosowania. W praktyce prawo to jest im odmawiane przez labirynt formalności i dziwnych testów stosowanych przez małomiasteczkowych urzędników. Historia filmu rozpoczyna się w cieniu tragicznego wydarzenia, jakim było zbombardowanie kościoła w Birmingham, podczas którego zginęły cztery młode dziewczynki. King porusza te kwestie w kolejnych rozmowach z prezydentem Johnsonem, który spycha jednak problem na dalsze tory. Aby nadać mu właściwe znaczenie, rozpoczynają się pokojowe marsze sięgające głęboko na południe kraju. Miasto Selma staje się decydującą drogą ku zmianom.

Obraz unika pokazywania przez większość czasu wyłącznie marszów demonstrantów. Pierwszoplanowe stają się polityczne kulisy zdarzeń – to, co wpłynęło i ukształtowało tę ważną część współczesnej historii Stanów Zjednoczonych. Sporą uwagę reżyserka poświęca osobistej walce Kinga – jego stosunki z rodziną i odczuwany smutek wiążący się ze świadomością, że naraża on życie wielu ludzi na niebezpieczeństwo. Duvernay przypomina nam, że miał on w tym czasie tylko trzydzieści pięć lat i jako młody człowiek niósł na swych barkach ogromne, moralne i społeczne obciążenie.


Selma to ważny film. Nie tylko dla Amerykanów, ale każdego z nas. Porusza problem, który nie jest nam obcy – rasizm i wyobcowanie. Ukazuje przerażający, bezpośredni portret przemocy. Trudno zapomnieć widok policjanta na koniu wyłaniającego się z mgły gazu, wymachującego batem w stronę demonstrantów. Poetyka wizualna, którą zastosowała w tych ujęciach reżyserka – slow montion i zbliżenia – sprawiła możliwość odczuwania intensywnej bliskości z bohaterami. Jednak nie jest to serce filmu, lecz sceny te użyte są do ukazania szerszego, bardziej złożonego obrazu.

W Selma, w stanie Alabama most Edmund Pettus Bridge nazwanym po generale konfederatów (który był również liderem Ku Klux Klan) stał się miejscem brutalnego ataku pięćdziesiąt lat temu. Policja na koniach i na piechotę wraz z miejscową ludnością terroryzowała pałkami, biczami i gazem pokojowy marsz czarnych Amerykanów. Dzień ten – 7 marca 1965 roku przeszedł do historii jako krwawa niedziela. Nie był to pierwszy i ostatni raz, kiedy tego rodzaju pochody odbywały się w cieniu brutalnej agresji, zastraszania i gróźb śmierci. Tym razem jednak siedemdziesiąt milionów obywateli i jeszcze więcej ludzi na całym świecie było świadkami tych wydarzeń dzięki telewizyjnej transmisji na żywo. W rezultacie, jak ujął to dr Martin Luther King, „Negro Problem" stał się „American Problem" w ciągu jednego dnia. Dwa tygodnie po tragicznej niedzieli miał miejsce marsz z Selmy do Montgomery, który znacząco przyczynił się do uchwalenia ustawy o prawie wyborczym (Voting Rights Act).


W porównaniu do wielu filmów biograficznych Selma unika opowieści od narodzin do śmierci, pokazując wąską część, która jednak ma ogromne znaczenie dla całości. Jak już wspominałam, reżyserka pokazuje dr Kinga jako człowieka, nie tylko zaś jako legendę. Tak jak każdy miewał chwile zwątpienia, popełniał błędy. Widzimy nie tylko lidera, którego ogromny duch walki i dalekosiężne marzenia doprowadziły do przełomowych zmian. Film nie jest wyłącznie rejestrem wydarzeń sprzed pół wieku, pokazuje, kim był Luter King . A był nie tylko twarzą wydarzeń, mówcą i więźniem. Przynależał do ludzi , którzy podążali za nim i wierzyli w niego. Inspirował i prowadził tysiące. Zmieniał kraj pomimo sprzeciwu wielu środowisk, gróźb i przemocy.

Filmowi udaje się uniknąć bycia wyłącznie filmem biograficznym, stając się obrazem, który w równym stopniu jest o marszu na rzecz praw obywatelskich jak i Martinie Lutherze Kingu. To poruszająca historia, która oddziałuje na nas na wielu poziomach. Polityka jest głównym elementem, ale nie bardziej znaczącym niż walka zwykłych ludzi czy przywództwo dr Kinga. Twórcom udaje się stworzyć atmosferę napięcia i ciągłego zainteresowania dynamiką relacji między poszczególnymi bohaterami. Ważna jest również historia. Musimy jednak pamiętać, że dla współczesnego pokolenia to czasy nie tak bardzo odległe, a wiele idei ma charakter uniwersalny i ponadczasowy. Ludzie dotknięci wówczas byli nierównością rasową, która prowadziła do walki nie tylko o prawo do głosowania, ale przede wszystkim o godność i równouprawnienie w codziennym życiu. Warto pamiętać, że prawa te nie zostały zapewnione tylko przez jedno pociągnięcie piórem w Gabinecie Owalnym. Potrzebny był czas i zmiany społeczne i światopoglądowe. A to długi i skomplikowany proces. Reasumując, Selma na pewno dostarczy nam kilku znakomitych, intymnych chwil, które zostaną z nami na dłużej. Film ten to swego rodzaju lustro ukazujące niełatwą, ale prawdziwą historię.